Moje wrażenia z #30dayminimalismchallenge i spokój ducha

I już po 30 dniach wyzwania minimalistki. I wiecie co czuję? Spokój.

Nie wiem czemu. Może wspólnie znajdziemy odpowiedź poniżej.

Dlaczego podjęłam wyzwanie?

Jak pisałam TUTAJ, poczułam że czas zabrać się za poważne odgracanie mieszkania (i piwnicy jak się później okazało), a impulsem był kubeczek znaleziony w miejscu gdzie nie powinno go być i o którego istnieniu w przestrzeni mojego domu kompletnie zapomniałam. Zainspirowana różnymi książkami, blogami i kanałami YT poświęconymi tematowi minimalizmu i oczyszczania swojej przestrzeni życiowej, postanowiłam chwycić byka za rogi a jako metodę wybrałam właśnie #30dayminimalismgame, czyli pierwszego dnia pozbywam się 1 rzeczy, drugiego dnia 2 itd.

Czy udało mi się doprowadzić wyzwanie do końca?

W dniu 27 zaprzestałam pozbywania się rzeczy materialnych, bo uznałam że na ten moment pozbyłam się już wszystkiego czego nie chciałam więcej posiadać. Kontynuowałam natomiast wyzwanie w sferze wirtualnej, oczyszczając mój komputer i telefon z niepotrzebnych plików, zdjęć, stron internetowych dodanych jako „ulubione” x-lat temu, a już dawno przestały być ulubione. Czy więc ktoś powie że „tak, udało się” czy „nie, czyszczenie lapka się nie liczy” w sumie nie ma dla mnie większego znaczenia, bo w mhttp://www.myecoego.pl/ogrodek-dzialkowy-za-i-przeciw/omencie pisania tego tekstu, 30 września 2018, w ostatni dzień wyzwania, czuję się usatysfakcjonowana. I ponownie to powtórzę – czuję spokój.

Czego i jak się pozbyłam?

Większość rzeczy których się pozbyłam, możecie zobaczyć na moim Instagramie – tam każdego dnia wrzucałam zdjęcie przedmiotów, którym mówiłam „żegnajcie” i pisałam gdzie są oddawane/wyrzucane itd. Były to głównie ubrania, art. papiernicze i piśmienne, ciężkie kilogramy notatek ze studiów, książki, słoiki, przybory kuchenne, odzież, obuwie, wieszaki, czasopisma, przeterminowane leki i wiele wiele innych. Oprócz tych udokumentowanych na Insta było też trochę takich, których nie publikowałam – sprzedałam prawie wszystkie stroje i akcesoria do tańca (zostały mi dwa stroje, ale jeden jest już zarezerwowany i zostanie wysłany nowej właścicielce w pierwszej połowie października) plus wywieźliśmy do kontenera na odpady wielkogabarytowe trochę rzeczy z naszej działki (o plusach i minusach posiadania ogródka działkowego pisałam TUTAJ).

Jak się domyślacie, celem tej gry czy też wyzwania nie jest tylko selekcja rzeczy, ale fizycznie pobycie się ich z naszej przestrzeni życiowej – mieszkania, domu, garażu, piwnicy, strychu, balkonu, altanki itd. Moim celem było pozbycie się w możliwie odpowiedzialny sposób – chciałam aby jak najmniej przedmiotów wylądowało na śmietniku. To na szczęście mi się udało – spośród grubo ponad 400 przedmiotów jakie zostały nominowane do opuszczenia domu, tylko ok. 20 skończyło na ‚zwykłym śmietniku’ i trochę w PSZOK. Poniżej zamieszczam listę miejsc/instytucji/osób/portali które pomogły pozbyć mi się rzeczy w sposób (moim zdaniem) odpowiedzialny – zostały sprzedane lub oddane za darmo osobom które wyraziły chęć posiadania tych rzeczy. Oto i lista:

  • http://ekostraz.pl/portal/  – tutaj oddałam trochę zabawek mojego kota, kocyk, ręcznik, jedzenie Kici, którego ona nie lubi;
  • https://www.wroclaw.pl/srodowisko/nie-wyrzucaj-wroclaw-sie-dzieli – lista wszelakich instytucji o charakterze charytatywnym, przyjmują różne przedmioty, tylko trzeba wcześniej się umówić;
  • Vinted.pl – sprzedałam trochę ubrań, o czym pisałam TUTAJ;
  • Grupa na Facebooku „Oddam odpady” – jeśli chcecie oddać coś za darmo, albo za czekoladę 😉
  • Pchle targi, mój ulubiony to Pchli Targ Nadodrze – udało mi się tam już sprzedać sporo rzeczy;
  • Książki zwykle oddaję lub sprzedaję na skupszop.pl (pisałam o tym TUTAJ)
  • wiele rzeczy (czasopisma, część książek, niektóre przybory kuchenne, część kosmetyków) rozdałam wśród znajomych – po prostu wrzucałam pytanie na Facebooku, czy ktoś czegoś by nie chciał 🙂
  • zbiórka makulatury – akurat była jedna we Wrocławiu i tam oddaliśmy jakieś 8 kg notatek ze studiów, ale poza tym wrzucaliśmy też papier do kontenerów do tego przeznaczonych.

Zostało mi jeszcze kilka rzeczy, których z powodów logistycznych jeszcze nie pozbyłam się z domu (bo np. ktoś kto chce je sobie zabrać jest teraz na urlopie, a część rzeczy chcę sprzedać na Pchlim Targu 6 października). Niemniej, daję sobie bufor czasowy na ostateczne pozbycie się ich do 15 października – myślę że jest to całkiem fair, nie za długo i nie za krótko. Jeśli 14 października okaże się, że coś jeszcze zostało, to 15tego owe przedmioty powędrują na śmietnik (ale myślę że do tego nie dojdzie, bo jest ich już naprawdę mało i wszystkie mają już potencjalnych nowych właścicieli).

Czy było trudno?

Nie będę Was i siebie okłamywać – łatwo nie było. Szczególnie, że tak jak wspomniała, nie chciałam tych rzeczy po prostu wyrzucić, bo moje sumienie „zero waste’owca” po prostu by mi na to nie pozwoliło. Nie jest to jednak niewykonalne – jak widzicie, powyższa lista pokazuje, że da się. A myślę że i tak nie wyczerpałam wszystkich możliwości. To jeśli chodzi o logistykę. Gdy zaś mówimy o aspekcie psychicznym, tutaj też bywało różnie – od ekscytacji i euforii związanej z nowym wyzwaniem, poprzez frustrację, zdenerwowanie, smutek i wstyd (skąd mam tyle rzeczy? czy jestem hoarderem? ale ze mnie bałaganiara!) w trakcie wyzwania, po spokój i satysfakcję teraz.

Cieszę się, że to zrobiłam, bo po pierwsze, oczyściłam swoją przestrzeń życiową z niepotrzebnych przedmiotów (w szafach i szafkach naprawdę luźniej, efekt po prostu widać) a po drugie wiele mnie to nauczyło. Lekcja #30dayminimalismchallenge pokazała mi, jak często wydawało mi się, że „więcej” znaczy „lepiej” i jak bardzo było to złudne. Jak bardzo ulegałam presji reklam, presji posiadania, presji pt. „jesteś tego warta”. Teraz wiem że jestem warta tego by czuć się dobrze i nadmiar przedmiotów wcale mi w tym nie pomógł. Wręcz przeciwnie.

Czy moje mieszkanie jest teraz puste? Absolutnie nie 🙂 Wciąż jest w nim wiele przedmiotów, ale w tym momencie takie, które są używane. Może nie codziennie, ale na tyle często, że chcę je jeszcze zatrzymać.

Czy kiedyś jeszcze powtórzę #30dayminimalismchallenge? Niewkluczone. Teraz jednak jestem bliższa przyjęcia strategii pt. „1 dzień odgracania w miesiącu” czyli nie super-częsty ale w miarę regularny przegląd stanu posiadania i ewentualnych decyzji o pozbyciu się czegoś. Myślę, że będzie to trochę mniej intensywne i tym samym mniej obciążające.

Plus mocne postanowienie poprawy – choć na razie skupiam się na nie-kupowaniu, to zapewne w przyszłości zdarzy się, że uznam że czegoś  potrzebuję. Wtedy wszelkie rzeczy przekraczające próg mojego mieszkania będą przechodzić ostrą selekcję pod względem przydatności, estetyki i jakości.

Dajcie znać czy ktoś z Was kiedyś podjął podobne wyzwanie i jak Wam poszło! 🙂

Pozdrawiam,

Gosia

Spread the love

2 Replies to “Moje wrażenia z #30dayminimalismchallenge i spokój ducha”

  1. Po pierwsze gratulacje! Z ciekawością śledziłam Twoje codzienne relacje. Łatwiej jest wyrzucić niechciany przedmiot do śmieci, trudniej dać mu szansę na nowe życie. Tobie się to udało! Ja podjęłam wyzwanie w trochę zmienionej formie – postanowiłam we wrześniu zacząć „na poważnie” rozstawać się z różnymi rzeczami. Sprzedałam część ubrań i zabawek dla dzieci na pchlim targu, reszta powędrowała do potrzebujących, podobnie jak moje ubrania, których już nie noszę. Ze starych męskich swetrów, uszyłam ciepłe spodnie dla dzieci. Książki oddałam do sąsiedzkiej biblioteki, dwie udało mi się sprzedać. Notatki że studiów (też miałam ich pełno) wysłałam na makulaturę…. jeszcze długa droga przede mną (moją rodziną). Dajemy sobie czas do Świąt 🙂
    Pozdrawiam serdecznie i dzięki za inspirację.

    1. Dziękuję Aga 🙂 I wow, super pomysł z tym uszyciem spodni dla dzieci! Bardzo się cieszę że podjęłaś wyzwanie – w dodatku rodzinnie 😉 Powodzenia!

Dodaj komentarz