Cisza i spokój – nasz wyjazd na Podlasie

O wyjeździe na Podlasie marzyłam od kilku ładnych lat, kiedy na FB zobaczyłam stronę „Podlaskie klimaty” – zdjęcia, które są tam regularnie dodawane oczarowały mnie do tego stopnia, że w pewnym momencie miałam lekką „podlaską” manię 😉 Siedziałam z nosem w mapie i sprawdzałam gdzie znajdują się miejscowości przedstawione na fotografiach. W końcu udało się zaplanować podróż i spędziliśmy 5 wspaniałych dni na końcu Polski 🙂

Wybór miejsca

Podlasie jest niemałe i chyba każda jego część jest piękna – prawdę powiedziawszy wybór noclegu nie był łatwy. Jeszcze rok temu byłam pewna że będziemy nocować w tatarskiej jurcie w Kruszynianach – niestety spłonęła ona doszczętnie w 2018 roku. Kilka dni temu zaś pojawił się w internecie artykuł donoszący, że została odbudowana – jupi! 🙂 Może więc kolejnym razem tam zawitamy 🙂 Musieliśmy jednak znaleźć inny nocleg – warunkiem była bliskość szlaków rowerowych oraz własna kuchnia – tak trafiliśmy na Wozy Cyrkowe – wiem, brzmi cudacznie, ale to był strzał w dziesiątkę! Znaleźliśmy je na Slowhop (ogólnie bardzo polecam jeśli szukacie klimatycznych noclegów). Owa agroturystyka znajduje się w urokliwej malutkiej wiosce Pasieki, położonej na południowy-wschód od Białegostoku, blisko Zalewu Siemianówka. Z Wrocławia jechaliśmy tam 6,5 godziny (ogólnie dałoby się szybciej, ale mieliśmy ze sobą rowery na bagażniku, zatem nie mogliśmy jechać szybciej niż 120 km/h, nawet jeśli warunki na drodze by na to pozwalały). Pasieki przywitały nas piękną pogodą, a właściciele uśmiechem i serdecznością – myślę że to właśnie dzięki nim to miejsce jest naładowane bardzo pozytywną energią. No i bliskość przyrody – siadacie na werandzie wozu i macie widok na puszczę oraz śpiew ptaków 24 na dobę 😉 Wieczorem do tego koncertu dołączają rzekotki. W samym wozie (nasz nazywał się Karandasch) znajdujemy wszystko czego nam trzeba – to po prostu małe mieszkanie na kółkach z w pełni wyposażoną kuchnią, sypialnią i łazienką z prysznicem. Obok każdego wozu stały skrzynki z ziołami, którymi można było się częstować 🙂 Był też akcent zero waste w postaci kompostownika na podwórku – każdy wóz był wyposażony w metalowe wiadereczko do którego należało wrzucać kompostowalne odpadki organiczne i następnie wynosiło się je do wspomnianego kompostownika.

Poniżej wrzucam kilka zdjęć wozu i podwórka.

Co porabialiśmy i co jedliśmy

Wyjazd miał być typowo rowerowy i rzeczywiście na rowerach jeździliśmy prawie codziennie – w tych okolicach przebiega część szlaku Green Velo. Czułam się bezpiecznie jeżdżąc nawet po zwykłych drogach, bo ruch w tej okolicy był tak znikomy, że na 30 km trasie na placach można by policzyć mijające nas auta. Faktem jest też, że pojechaliśmy tam przed szczytem sezonu, zatem jeśli wybieracie się tam w okresie od czerwca do września, podejrzewam że ruch może być trochę większy. Prócz jazdy na rowerze spędziliśmy też trochę czasu nad wodą (Zalew Siemianówka) – niestety nie udało nam się wypożyczyć kajaków, akurat było zamknięte. Ponadto odwiedziliśmy też Białowieżę (piękny Park Pałacowy!), rezerwat pokazowy Żubrów i byliśmy też w Białymstoku. Proporcja między wypoczynkiem aktywnym a relaksem „na lenia” jak dla mnie idealna 😉 Dlatego uważam, że na Podlasiu każdy znajdzie coś dla siebie – zarówno zwolennicy aktywnych wakacji, jak i poszukiwacze świętego spokoju.

Jeśli chodzi o jedzenie to jedliśmy głównie w domu (wozie) – wzięliśmy ze sobą sporo jedzenia, na miejscu kupowaliśmy tylko podstawowe rzeczy (pieczywo i oranżadę w szklanej butelce, która na wakacjach jest produktem podstawowym 🙂 ). Poza domem jedliśmy tylko w Białowieży i w Białymstoku. W Białowieży chcieliśmy koniecznie zjeść w Carskiej – ale uwaga – google podaje że są otwarci od 10, co jest prawdą ale od 10 do 12 podawane są tylko kawa, herbata i napoje. Posiłki zaś wydawane są od 12 – my byliśmy tak ok. 11 i już głodni, zatem niestety pocałowaliśmy przysłowiową klamkę. Zdecydowaliśmy się zjeść w Gospodzie pod Żubrem, gdzie ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu były serwowane także dania wegańskie – zamówiliśmy zupę opieńkową i pierogi z opieńkami – oba dania pyszne (w zupie wprawdzie pojawił się kleks śmietany, ale przymknęliśmy na to oko). W Białymstoku zaś jedliśmy w Baristacji, o której wspominałam na moim Insta – serdecznie polecam, pyszne jedzenie i przemiła obsługa.

Myślę że często będę wracać myślami do tego wyjazdu – Podlasie jest cudowne i zdradzę Wam, że już planuję kolejny wyjazd w te rejony! A Wy jakie macie plany urlopowe? Dajcie znać w komentarzach 🙂

Spread the love

Dodaj komentarz