Lipiec bez plastiku – i co dalej?

I już mamy 1 sierpnia – niesamowite jak szybko zleciało (czy Wam też tak szybko upływa czas? Ja mam wrażenie, że wszystkie zegary dookoła mnie spieszą!). Niedawno pisałam o tym jak idzie mi podczas #plasticfreejuly czyli lipiec bez plastiku (jeżeli chcecie sobie przypomnieć – zapraszam 🙂 KLIK).

Muszę przyznać, że jestem z siebie naprawdę zadowolona. Oprócz dwóch wpadek opisanych w powyższym wpisie, zaliczyłam jeszcze dokładnie dwie 🙂 Jedna banalna – musiałam zostać  biurze 3 godziny dłużej niż pierwotnie planowałam i nie miałam ze sobą wystarczającej ilości jedzenia. Czułam że mój pępek przykleja się już do kręgosłupa i nie wytrzymałam – zeszłam do sklepiku w naszym budynku (w którym oprócz bułek, których już nie było, nie uświadczysz absolutnie NICZEGO nie zapakowanego w plastik). Kierując się więc innymi kryteriami (produkt wegański i bez oleju palmowego) – padło na bio tacosy. Moja druga wpadka wydawała się na początku nie być wpadką. Wracając od lekarza piechotą do domu (40 min), w temperaturze 31 stopni, sięgając po termos, stwierdziłam z przestrachem, że nie wiadomo kiedy, wypiłam już całą wodę. Weszłam więc do pierwszego, bardzo w Polsce popularnego i będącego chyba na każdym rogu sklepu i znalazłam wodę kokosową w szklanej butelce! Jakiż był mój zachwyt. Zwykle widywałam je tylko w kartonach lub puszkach, więc zamroczona pragnieniem, ale i szczęściem od razu popędziłam z nią do kasy. Dopiero po wypiciu duszkiem całej wody (była przepyszna), dotarło do mnie że etykieta na szklanej butelce jest z plastiku. Wniosek: należy być niezwykle czujnym, w tym nie zero waste’owym świecie. Ale podsumowując – 4 błędy w ciągu 4 tygodni, daje nam 4 plastikowe odpadki w ciągu miesiąca: opakowanie po paluszkach, słomka, torba po tacosach i nieszczęsna etykieta. Śmiem twierdzić – całkiem zacnie! (I teraz na chwilę w mojej głowie pojawia się wizja – co by było gdyby każdy z nas produkował tylko 4 male plastikowe odpadki miesięcznie? Potraficie sobie wyobrazić to piękno? :)).

Ale wróćmy do rzeczywistości. Czego nauczył mnie #plasticfreejuly? Po pierwsze, że to wcale nie jest takie trudne. Naprawdę, myślałam że pójdzie mi trochę gorzej. I nie chodzi o to, żeby teraz każdy liczył sobie czy wyprodukował 1 czy 10 plastikowych śmieci w miesiącu, tylko o uważność i świadomość. Co kupuję? Ile śmieci przynoszę do domu? Czy mogę tego uniknąć? Jeśli tak, to jak?

Tym z Was, którzy czują się jeszcze trochę zagubieni i nie wiedzą od czego zacząć, wrzucam poniżej przydatne linki. Najważniejsze to zacząć 🙂 Już, teraz. Zamiast #plasticfreejuly niech to będzie dalej #plasticfreelife, po prostu 🙂

Pozdrawiam!

Gosia

Zakupy Zero Waste – podstawy (część 1)

Zakupy Zero Waste – podstawy (część 2)

Podstawy Zero Waste: Higiena

Zero Waste w podróży

Kubeczek menstruacyjny – dlaczego warto?

Spread the love

2 Replies to “Lipiec bez plastiku – i co dalej?”

  1. Gratulacje! Chociaż od dawna staram się (wraz z rodziną) kupować świadomie i żyć bez plastiku, chciałbym Ci podziękować, że zainspirowałaś mnie do dalszych zmian. Łazienka przeorganizowana, kubeczek menstruacyjny zamówiony 🙂 bardzo proszę o posta zero waste na urlopie/wakacjach, bo tu niestety polegliśmy zupełnie. Lody i przekąski w plastikowych opakowaniach, woda też i nagle uzbierała się mam góra śmieci…
    ;( pozdrawiam serdecznie

    1. Hej Aga, bardzo się cieszę że znalazłaś tutaj inspirację 🙂 Zapraszam s=do czytania kolejnych wpisów i dzielenia się doświadczeniami w komentarzach 🙂
      Niedługo wybieram się na urlop i oczywiście jak tylko wrócę to napiszę czy i na ile udało mi się do spędzić ‚zero waste’ 🙂 (albo przynajmniej low waste :)) Podrawiam serdecznie! Gosia

Dodaj komentarz