Dlaczego przeprowadzam detoks?

Tydzień temu ogłosiłam na moim profilu na facebooku, że będę przeprowadzać detoks oraz że znikam z mediów społecznościowych (FB, Insta) na 2 tygodnie. Dziś jestem już na półmetku detoksu i postanowiłam podzielić się z Wami refleksjami na temat tego, dlaczego w ogóle zdecydowałam się na detoks.

Skupmy się najpierw na tym dotyczącym ciała – czyli detoksie warzywno-owocowym wedle Beaty Sokołowskiej, autorki książek „Alkaliczny styl życia” oraz „Alkaliczny detoks”. Jest ona dla mnie wielką inspiracją i to już drugi detoks który przeprowadzam wedle jej opisów i zaleceń. Pierwszy zrobiłam 2 lata temu i wtedy popełniłam jeden ważny błąd, ale o tym opowiem we wpisie podsumowującym. Wiele osób przeprowadzających detoks kieruje się chęcią zrzucenia kilku zbędnych kilogramów – nie twierdzę, że wszyscy tak robią, ale część osób wybiera tę metodę jako sposób na zdrowe odchudzanie. I dobrze, bo przy detoksie, szczególnie warzywno-owocowym nie sposób nie schudnąć. Nie było to jednak moją motywacją – ja zdecydowałam się na detoks bardziej ze względów profilaktyczno-zdrowotnych. Traktuję go bardziej jako wiosenne porządki dla organizmu. Ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć „taka weganka, stosuje dietę roślinną, po co tu robić detoks?” Faktycznie, dla niektórych osób może być to zaskakujące – niemniej miejmy w pamięci to, że dieta roślinna (jak i tradycyjna) może być zdrowa i niezdrowa – w zależności od tego co najczęściej gości na naszych talerzach. Ja staram się spożywać jak najwięcej produktów nieprzetworzonych – kasz, świeżych i gotowanych warzyw, owoców itp. Stronię od chipsów i oreo oraz innych wysoko przetworzonych produktów wegańskich. Niemniej w okresie zimowym spożywałam sporo produktów o dużej koncentracji białka i tłuszczu – jak orzechy czy masła orzechowe, a także od czasu do czasu przetworzonej soi (zasmakowałam w tofucznicy). Na pewno moje jedzenie było i tak dużo lżejsze niż kogoś kto na co dzień je produkty odzwierzęce, już nie wspominając o kimś kto stołuje się w fastfoodowych barach. Mimo to, uznałam, że dobrze będzie trochę dać odpocząć całemu przewodowi pokarmowemu – wysłać go na takie wczasy 🙂 W tym miejscu pragnę jeszcze dodać, iż to że mój detoks przypada na początek chrześcijańskiego Wielkiego Postu jest przypadkowe – niemniej uważam że kultura postu jest bardzo ważna i ubolewam nad tym, że zanika.

Drugi aspekt mojego „poszczenia” to detoks od mediów społecznościowych. Odkąd zaczęłam prowadzić bloga zauważyłam, że kilka razy dziennie sprawdzam FB i Insta – kiedyś nie robiłam tego tak często. W ubiegły weekend byłam z Kasią w górach na weekendzie z mindfullness i chyba to było dla mnie bodźcem do poszerzenia mojego detoksu o aspekt może bardziej duchowy. Pewnie dla kogoś kto prowadzi bloga jest to strzał w kolano, ale i tak postanowiłam zaryzykować. Najwyżej ubędzie kilka osób obserwujących fanpage czy insta i tyle. Z resztą, czy to takie ważne? Najważniejsi są dla mnie Czytelnicy tego bloga i teraz Tobie Czytelniku dziękuję za to że tu jesteś i czytasz ten tekst.

Pozdrawiam już prawie wiosennie,

Gosia

Spread the love

Dodaj komentarz